Twoje dziecko nie musi kochać matematyki. Musi przestać się jej bać

Blog Matmama

Twoje dziecko nie musi kochać matematyki. Musi przestać się jej bać.


Kiepski wynik na sprawdzianie. Zeszyt ląduje na stole, mina nietęga — a Ty w ułamku sekundy czujesz, jak rośnie napięcie i jak sama układa Ci się w głowie ta ostra pierwsza reakcja. Znasz to? Ja też. I znam to naprawdę z obu stron.

Nauczycielka i mama w jednym

Uczę matematyki od ponad dwudziestu lat — najpierw w podstawówce, potem w szkołach ponadpodstawowych. Pracuję też jako egzaminatorka CKE, więc ocenianie prac znam od podszewki: wiem, gdzie uczeń zdobywa punkty, a gdzie gubi je przez jeden nieuważny zapis. Przez moje korepetycje przewinęły się dziesiątki dzieci — od tych, które matematykę łapały w locie, po takie, którym przed klasówką po prostu robiło się słabo.

Ale mam też swoje dzieci. I dobrze wiem, że w domu wszystko jest trudniejsze: więcej emocji, mniej cierpliwości, zero dystansu. Cudzemu dziecku wytłumaczę bez mrugnięcia okiem, a przy własnym potrafię poczuć dokładnie tę samą bezradność, co każdy rodzic.

Matmama wzięła się właśnie z połączenia tych dwóch perspektyw. Piszę dla rodziców, którzy kochają swoje dzieci i chcą pomóc naprawdę — a nie dostać kolejną garść ogólnych porad.

Zwykle problemem nie jest matematyka

Najbardziej zaskoczyło mnie w tej pracy jedno: gdy dziecko ma kłopot z matematyką, sama matematyka rzadko jest prawdziwą przyczyną.

Widziałam mnóstwo dzieci, które w rozmowie i przy tablicy radziły sobie znakomicie, a na sprawdzianie nagle się sypały. Nie dlatego, że z dnia na dzień zapomniały, jak się liczy — tylko dlatego, że w tym momencie było w nich za dużo napięcia, żeby cokolwiek spokojnie pomyśleć.

Jest takie słowo, które po pomyłce słyszę częściej niż jakikolwiek wynik: „przepraszam”. Dziecko przeprasza za błąd. A błąd to przecież nie przewinienie — to wskazówka, gdzie jeszcze trzeba popracować. Pod tym „przepraszam” prawie zawsze siedzi to samo: wstyd i strach. I dopóki one w dziecku są, żadne tłumaczenie nie ma jak wejść. Najpierw trzeba je rozbroić.

Jedna rzecz do wypróbowania dziś wieczorem

Dobra wiadomość: żeby pomóc, wcale nie musisz umieć rozwiązać tego zadania. Wystarczy jedna drobna zmiana w tym, jak zaczynasz rozmowę.

Zamień ocenę na pytanie.

Gdy następnym razem zobaczysz słaby wynik albo dziecko utknie nad zadaniem, wstrzymaj tę pierwszą, odruchową reakcję i wejdź w tryb ciekawości. Kilka przykładów, jak to może zabrzmieć:

  • „Pokaż mi, w którym momencie to zaczęło się sypać.”
  • „Co w tym zadaniu było dla Ciebie najtrudniejsze?”
  • „Od którego miejsca przestajesz nadążać?”

Wygląda niepozornie, prawda? A jednak działa: zarzut zamyka dziecko i włącza lęk, pytanie otwiera je i zaprasza do myślenia. Ta jedna zmiana potrafi poprowadzić całą rozmowę zupełnie inną drogą.

Oceny się nadrabia. Zaufanie — dużo trudniej.

Chcę, żeby to było jasne: nie namawiam Cię do odpuszczania. Można być rodzicem spokojnym i wymagającym naraz — mówić łagodnie, a mimo to trzymać się ustalonych zasad. Jedno drugiego wcale nie wyklucza.

Ale jeśli kiedyś staniesz przed wyborem — docisnąć jeszcze mocniej w sprawie ocen albo po prostu usiąść obok i stanąć po stronie dziecka — postaw na to drugie.

Słaby wynik poprawisz w kilka tygodni. Przekonanie dziecka, że jesteś przeciwko niemu, zostaje na znacznie dłużej.

I dokładnie o to w Matmamie chodzi: o matematykę bez łez, bez podniesionego głosu i bez tej wieczornej wojny, którą zna zbyt wiele domów.

Co dalej

Będę tu dzielić się tym, co przez te wszystkie lata faktycznie się u mnie sprawdzało — okiem nauczycielki i mamy jednocześnie. Bez teorii, za to z rzeczami, które możesz wypróbować jeszcze tego samego wieczoru.

Chcesz mieć wszystkie narzędzia w jednym miejscu?

Gotowe zdania na najtrudniejsze rozmowy, plan działania na najczęstsze zapalne sytuacje i checklisty dla rodzica — zebrałam to w swoim ebooku.

Poznaj ebook „Jak rozmawiać z dzieckiem o matematyce”

Twoje dziecko nie potrzebuje, żebyś była nauczycielem roku. Potrzebuje przy sobie kogoś spokojnego, kto jest po jego stronie. I to naprawdę wystarcza.